Historia z wzw zatoczyła koło

Leczenie wzw wymaga cierpliwości

W ostatnim wpisie dotyczącym wzw opisywałem konieczność poddania się hospitalizacji, żeby lekarze mogli wykonać badanie krwi. Postanowiłem więc wykonać badanie na własną rękę, po sprzedaniu nerki udałem się do punktu poboru i dwa tygodnie później byłem szczęśliwym posiadaczem badania hbv dna ilościowego.

Liczyłem, że ilość kopii wirusa w krwi będzie bardzo niewielka, ale nie było tak kolorowo. Wiremia wyniosła 986IU/ml. Oznacza to na szczęście, że wirus spustoszenia nie sieje, natomiast wymaga stałej obserwacji. Przed wizytą myślałem, że z taką wiremią będą grozić mi tabletki do końca życia, ale okazało się, że nie. Tak że teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać od wizyty do wizyty.

Przypuszczam, że teraz procedura będzie następująca:

  • wizyta co 3-4 miesiące,
  • próby wątrobowe,
  • co roku badanie wiremii,
  • jeśli wiremia będzie zbyt wysoka, to wdrożenie tabletek.

No cóż, trzeba pchać wzwózek dalej 🙂