Leczenie interferonem – tydzień 8, 9 i 10

Leczenie interferonem – tydzień 8

Leczenie interferonem trwa już prawie dwa miesiące. Kolejny zastrzyk za mną. Tym razem trudniej było go sobie podać, bo musiałem sam wbić igłę. Ręce mi się trzęsły, ale ostatecznie okazało się, że nie jest to ani trudne, ani bolesne, choć wymaga odrobiny wprawy.

Czy coś po ostatnim zastrzyku się zmieniło? W sumie niewiele, być może podrażnienie skóry jest trochę mniej dokuczliwe. Poza tym nie zaraziłem się żadną jesienną infekcją, mimo iż moja żona jest przeziębiona. Straciłem na wadze, teraz to jest trochę ponad 70 kg, czyli straciłem w porównaniu z poprzednim miesiącem prawie 1,5kg.

Tydzień 9

Zastrzyk nie przyniósł żadnych rewelacji, łatwiej było mi go wbić (nie denerwowałem się :-)) We wtorek znowu krew, a w środę wizyta. Jak wyszły badania po ostatnich gorszych wynikach? Alat spadł do 155 jednostek więc jest to znaczna poprawa z poprzednim razem. Leukocyty też się poprawiły, ale jeszcze trochę do normy im brakuje. Pozostałe wyniki, które były poza normą też się stabilizują. Ponadto tym razem lekarz zlecił jeszcze badanie ANA, które wyszło prawidłowo (wynik ujemny) i rozkład elektroforetyczny białek w surowicy – tylko jedna wartość nieznacznie podwyższona. W dalszym ciągu przyjmuję Pegasys w zmniejszonej dawce, jeszcze przynajmniej przez dwa tygodnie. Później zobaczymy, może wszystko wróci do normy i będę dalej mógł przyjmować lek w normalnej dawce. Lekarz ogólnie był zadowolony z wyników, u mnie też nic się specjalnie nie zmieniło, waga nie spadła, badanie w gabinecie wyszło dobrze, nic tylko się cieszyć. Chciałbym już przejść na comiesięczne wizyty, ale czeka mnie na pewno jedna w przerwie świątecznej i jedna po Nowym Roku. Wtedy będzie też już pierwsze badanie HBV ilościowo. Zobaczymy czy leczenie interferonem przynosi rezultaty.

Tydzień 10

Żadnych rewelacji nie było, poza niewielkim zaczerwienieniem wokół miejsca wkłucia. Trochę krwi też się pojawiło, być może podałem lek nie tak jak powinienem, ale nic mnie nie bolało, a następnego dnia śladu po wkłuciu już nie było. Teraz czekam na świąteczny zastrzyk, bo akurat będę go musiał podać w Boże Narodzenie, może jakoś łatwiej mi to przyjdzie 🙂